14 czerwca 2016

trudna sprawa

Cześć Wam!
Ostatnio sporo czasu spędzam w Internecie. Czasem natrafiam się na ciekawe rzeczy, a kiedy szukałam jakiegoś fajnego tagu na bloga to wpadł mi w oko pewien tag, którego nie do końca można tak nazwać. Właściwie to są to pytania dotyczące nas samych i myślę, że każdy powinien sobie na nie odpowiedzieć nawet jeśli stwierdzimy że są durne. Mam też nadzieję, że te pytanka skłonią was do refleksji nad sobą i życiem codziennym. Może nawet coś się w Was ruszy i zaczniecie zmieniać życie na lepsze. Przeczytajcie te pytania i odpowiedzcie sobie na nie, nie publicznie, w sobie, w duszy. Pamiętajcie, że nie ma czegoś takiego jak zła odpowiedź. 

Oto lista pytań:

1. Kto najbardziej płakałby na Twoim pogrzebie? (Z pewnością Ci którzy kochają Cię najmocniej, zacznij to doceniać)

2. Czy spędzasz wystarczająco dużo czasu z osobami, które najbardziej płakały by na Twoim pogrzebie? (Pewnie nie, zmień to!)

3. Kogo chciałbyś widzieć najbardziej płaczącego na Twoim pogrzebie? (Może te osoby właśnie zaniedbujesz, bo bierzesz je za pewnik)

4. Czy jesteś dumny, gdy mówisz ludziom gdzie pracujesz/ uczysz się? (Może warto rozejrzeć się za czymś innym) 

5. Czy dzisiaj czujesz się inaczej niż wczoraj? (Jeśli nie, to stoisz w miejscu)

6. Czy mówisz częściej ''nie'' niż ''tak''? (Nie odmawiaj wszystkiego wszystkim)

7. Wolisz wydawać pieniądze czy poświęcać swój czas? (Pieniądze zmienią coś na chwilę, a czas zostanie na zawsze) 

8. Czy myślisz o sobie, jak o podmiocie? (Może więcej przymiotników w opisie siebie?)

9. Czy sprawiasz, że inni ludzie dobrze się z Tobą czują? (Doceniaj innych)

10. Czy przerażasz sam siebie? (Jeśli nie, to powinnaś!)

To cały zestaw inteligentnych pytań, które MOŻE coś zmienią w Twoim życiu...
A niżej zdjęcia, niewiele, ale lepiej to niż nic.











23 maja 2016

Wielki come back!

Cześć Wszystkim!

Wow... Minęło kupę czasu od kiedy ostatni raz tu byłam. Poprzedni wpis był w lutym, więc dla blogera to bardzo wiele czasu. Ale czy ja mogę nazwać się blogerką? Przecież bloger piszę w miarę często, udziela się, informuję czytelników o nieobecnościach. Myślę, że nawet jeszcze do końca nie znalazłam głównego tematu bloga. O czym tak naprawdę chcę pisać? Podczas mojej nieobecności na blogu, rozmyślałam na ten temat. Strasznie dużo jest blogów modowych, ale sądzę, że w tym najlepiej się sprawdzę. W małym stopni ciekawi mnie świat mody i zawszę staram się wyglądać modnie (tak, tak nie zawsze wychodzi). Dlatego też stwierdzam, że to będzie moja ścieżka. Recenzje książek, czy głębokie przemyślenia to nie moja bajka. Poza tym to nie miałabym tyle czasu na takie tematu, a przecież żeby się ubrać, wyjść i zrobić kilka zdjęć nie potrzeba dużo czasu. Może blog modowy to jednak wyolbrzymienie. Będzie to po prostu blog z moimi stylizacjami. Oczywiście, że nie będę wstawiać zdjęć, podpisywać gdzie kupiłam ciuchy i to tyle. Nie będę też pisać o modzie, bo na tym rzecz jasna się nie znam. Będę zwyczajnie opowiadać o rzeczach, które dzieją się w moim życiu. Mam nadzieję, że wytrwam w tym pomyśle, a Wy mi w tym pomożecie. Zostawiam wam kilka fotek z Mikusiem! Do zobaczyska!











15 lutego 2016

3960 gram szczęścia

Witajcie kochani! Nie było mnie tu bardzo długo, można by pomyśleć, że zbierałam się do pisania... Okazuję się, że powód jest kompletnie inny. Jeśli przeczytałeś bądź przeczytałaś mój ostatni post, to wiesz, że już wtedy byłam bliska rozwiązania. Teraz jestem już po, właściwie to cieszę się maleństwem już od 2 lutego, ale postanowiłam napisać dopiero dziś, bo znalazłam trochę czasu. Nawet nie w tym rzecz, że go nie mam, ale siedzę przy maleństwie prawie calutki dzień, więc nawet do głowy mi nie przyszło, żeby coś do Was napisać. 

Mikołaj jak już wyżej wspomniałam przyszedł na świat 2 lutego br. Mierzył 56 centymetrów i ważył 3960g. Całkiem spory klocek :) Wygląda bardzo dorodnie i dla mnie jest oczywiście najpiękniejszy na świecie. Chowa się go z łatwością, śmiało mogę to stwierdzić, bo płaczę niewiele, nie ma kolek i śpi w miarę regularnie. I choć z początku ciąża była dla mnie koszmarem, to teraz wiem, że nigdy nie oddałabym go nikomu. Co do porodu to naprawdę nie warto słuchać gadania wszystkich ciotek, babć itd, bo nie jest aż tak strasznie. Gdybym pojechała do szpitala z podejściem, że nie dam rady, bo przecież ktoś mi powiedział, że rodzi się po 15h to chyba bym zwariowała. Pojechałam rodzić z kompletnie innym podejściem, dlatego rodziłam 1,5 godziny w tym licząc skurcze, czyli na dobrą sprawę poród trwał 30 minut. Jestem z siebie bardzo zadowolona i dumna, bo byłam na tyle opanowana, że wcale nie płakałam, bo wiedziałam, że jak już się rozkleję  to będzie to skutkowało histerią, więc wzięłam się w garść, pamiętałam o prawidłowym oddechu (bo bez tego ani rusz) i ani się nie obejrzałam, a było już po wszystkim. Cieszyłam się, że nie było żadnych wskazań do cesarskiego cięcia, bo od początku byłam za tym, żeby rodzić naturalnie, choć bałam się (to chyba oczywiste). Załączam zdjęcia Mikołaja i ściskamy was mocno :*